fot.: http://www.dailymail.co.uk/
To marzenie każdego fana aby ich ulubiony piosenkarz zaśpiewał specjalnie dla niego, a takie marzenie spełniło się właśnie Luise Newman w dniu jej ślubu. Sam Gary Barlow wykonał dla panny młodej jej ulubiony utwór "A Milion Love Songs" zanim na bis dodał "Relight My Fire".
Niespodzianka została zaplanowana przez druhnę, a Gary zgodził się wziąć w tym udział, zachowując tajemnicę aż do wielkiego dnia. 

fot.: http://www.dailymail.co.uk/
Luise, jak można się spodziewać, była bardzo scczęsliwa i zaskoczona:
Usłyszałam początek "A Milon Love Songs" i zaczęłam śpiewać, gdy ktoś wypowiedział moje imię. Rozejrzałam się i był to Gary. To było po prostu magiczne. Podeszłam i ujęłam jego twarz w dłonie, potem on uklęknął i śpiewał dla mnie. 
Dodała:
On nawet dał mi kartkę z napisem "Dla Lou z okazji wielkiego dnia, Gary B."
Też chcielibyście taką  niespodziankę? Jak sobie to wyobrażacie? 


Anna, widząc narastające napięcie między Sarą a jej synem, postanowiła grzecznie opuścić mieszkanie przyjaciółki.
- Na mnie już czas… - oznajmiła dyplomatycznie.
Cóż miała robić? Siedzieć jak głupia, przysłuchując się rodzinnej scysji?
Sara przytaknęła, wymownym spojrzeniem dziękując za takt i wyrozumiałość. Bez uśmiechu odprowadziła koleżankę do drzwi.
- Trzymaj się, kochana – ucałowała ją. – Jesteśmy w kontakcie. Pa!
Pożegnawszy Annę, wróciła do rozmowy z jedynakiem.
- Co za wstrętny szantaż emocjonalny! – gołymi rękoma udusiłaby „tę parszywą małą dziwkę”.
Max siedział zgarbiony na skraju łóżka ze wzrokiem wbitym w podłogę. Był zdruzgotany.
- Widziałem zaświadczenie lekarskie – oznajmił. – Nie zmyśliła tego…
Sara usiadła obok syna, pogłaskała go po głowie i ucałowała.
- Jestem pojebanym, nieodpowiedzialnym gówniarzem! – chłopak zacisnął pięści. Miał ochotę strzelić sobie w pysk… za Laurę, za wszystkie łzy, które wylała z jego powodu, za życie t e g o d z i e c k a, I C H D Z I E C K A. – Nie mogę jej tego zabronić! – szlochał. – Ale gdyby zmieniła zdanie… Gdyby tylko zmieniła zdanie… Wziąłbym to na klatę i zaopiekował się nią i dzieckiem – uderzył się w pierś. - Ale nie mogę jej niczego zabronić! – zaklął siarczyście.
- Zabronić nie – przyznała Sara ze smutkiem. – Ale możesz przekonać ją do zmiany decyzji. Próbowałeś?
- Mamo! – pokręcił przecząco głową – Ja myślałem, że trupem padnę, kiedy pokazała mi ten papierek. Byłem w takim szoku, że… Jak mogłem z nią racjonalnie rozmawiać w takiej sytuacji? Nie pamiętam nawet jak do domu dotarłem, a co dopiero...
Sara zapłakała wraz z synem.
- Nie zrobi tego – powiedziała, tuląc Maxa do piersi. – Przecież i tak wcale tego nie chce…

***

Howard, wykorzystując teksty znalezione w Internecie, nabijał się z Jasona.
- Miley Cyrus to twoja córka!
Tylko najlepszy kumpel Jaya mógł sobie pozwolić na tego rodzaju złośliwości. Każdy inny z miejsca dostałby w zęby.
- Ciekawe po kim to ma? – Howard wypiął język, parodiując amerykańską celebrytkę.
- Spierdalaj! – fuknął Jason. Był już bardzo pijany. Jeszcze jedno piwo i puściłby pawia. – Idę w kimę – przetarł spocone czoło. – Nie mam dziś głowy...
- Spoko, bracie – Howard chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi. – Dobranoc, stary!
- Dobranoc – Jason padł na łóżko i pogrążył się we śnie.

***

Myśli Sary Müller do reszty zaabsorbowało D z i e c k o , które nosiła w swoim łonie Laura Becker. Jechała na drugi koniec miasta, z misją… ratowania życia swojego s w o j e g o w n u k a. Gdyby perfidna gówniara naprawdę chciała go zabić (wzdrygnęła się na tę myśl), nie fatygowałaby biednego Maxa – dodawała sobie otuchy przed konfrontacją. – Chce go przy sobie zatrzymać. Stary sprawdzony sposób. Max jest dobrze uposażony za to ona nie jest w ciemię bita. Każdy orze jak może. Zależy jej na pieniądzach? Proszę bardzo. Niech się udławi tymi pieniędzmi, mała franca! Babcia otoczy wnuczka opieką i troską jakiej nie zazna u swojej pazernej i wyrachowanej matki, która nie obejrzy się zanim zostanie pozbawiona praw rodzicielskich! Sara Müller nigdy nie była bardziej zadowolona z decyzji o wyborze zawodu…
Wszelkie wątpliwości co do intencji „małej dziwki” zostały rozwiane z chwilą, kiedy znalazła się na osiedlu zamieszkiwanym przez Laurę Becker. „Niezły syf” – pożałowała, że nie zamówiła taksówki… ani ochroniarza – „Jeśli cudem wyjdę stąd żywa, to na pewno bez samochodu”.

***

Jason udał się na śniadanie do hotelowej restauracji. W lokalu nie było żywego ducha, nie licząc… Miley Cyrus. Amerykańska skandalistka siedziała w kącie przestronnej sali. „To twoja córka” – dokładnie pamiętał słowa Howarda. Podszedł do stolika celebrytki, która przywitała go swoją firmową miną – wypiętym do granic językiem. „Ciekawe po kim to ma?” – pytał Howard we wspomnieniach ostatniego wieczora.
- Nie jestem twoją córką – przemówiła Cyrus. – Nie masz żadnej córki, tylko syna! – to powiedziawszy, zniknęła zanim zdążył zamrugać.
„Czy to sen?” – zapytał w myślach, przemierzając doskonale znane mu ulice rodzinnego Manchesteru. Na drodze pojawiła się dziewczyna w zwiewnej czerwonej sukience… tak zmysłowa i piękna… że nie omieszkał porwać ją do tańca. Była zwinna i giętka jak baletnica. Kim jesteś piękna dziewczyno? Jak masz na imię? Skąd jesteś?
PIEPRZONY BUDZIK brutalnie zakończył wspaniałą scenę.
Jason popatrzył na siebie z niesmakiem. Zasnął tak jak stał - w ubraniach z poprzedniego dnia i bez wieczornej toalety. Udał się pod prysznic, gdzie kontemplował swój osobliwy sen, szczególnie słowa Miley Cyrus: „Nie masz żadnej córki, tylko syna!”

***

Sara z drżeniem serca stanęła u drzwi Laury Becker. Zadzwoniła, ale nikt nie otworzył.
- Przepraszam – usłyszała za plecami.
Laura, z siatką zakupów w jednej i kluczami w drugiej ręce spoglądała pytająco na niespodziewanego gościa. Pełna gniewu i nienawiści Sara nie bez żalu przyznała, że wybranka serca Maxa jest istotnie przepiękna.
- Dzień dobry – ukłoniła się.
- Dzień dobry – odrzekła chłodno Laura. – Wiem, po co pani przyszła…
- Max nie wie, że tu jestem! – Sara uprzedziła jej dalsze słowa – Chciałabym z tobą porozmawiać. Pozwolisz…
Laura wzruszyła ramionami.
- Nie będziemy rozmawiać na klatce schodowej – otworzyła drzwi. – Zapraszam.
Mieszkanie, choć niezbyt przestronne i skromnie urządzone, było schludne i przytulne.
- Dzień dobry – zawołała Sara od progu.
- Jestem sama w domu – odparła Laura – Ojciec i brat są dziś w pracy…
Sara przypomniała sobie smutny fakt z życia dziewczyny, o którym napomknął jej kiedyś Max. Matka Laury, kobieta tyleż piękna co samolubna, przed laty bez skrupułów zostawiła rodzinę dla kochanka. Niechęć i gniew ustąpiły miejsca empatii…
- Kawy? Herbaty? – spytała Laura, krzyżując ręce na piersiach. Nie kryła irytacji z powodu niezapowiedzianej wizyty pani Müller.
- Nie, dziękuję – Sara zajęła wskazane miejsce.
Laura usiadła vis a vis matki Maxa i prowokująco patrząc w jej oczy, oznajmiła:
- Tak, jestem w ciąży – uśmiechnęła się cynicznie. – Mam pokazać zaświadczenie?
- Nie trzeba – odparła Sara. – Dlaczego chcesz to zrobić? – spytała łagodnie.
- Bo kurwa tak! – wrzasnęła dziewczyna, zaciskając pięści. Wzięła głęboki oddech – To tylko i wyłącznie mo-ja sprawa i nic pani do tego, pani Müller!
Sara nie pozwoliła ponieść się emocjom.
- Nie musisz od razu krzyczeć – mimowolnie skrzyżowała ręce na piersiach. – Zrobisz to, co uznasz za właściwe. Twój brzuch twoja sprawa – wzruszyła ramionami. – Tylko – odchrząknęła – zastanów się trzy razy nad swoją decyzją. Przemyśl ją dokładnie, bo potem możesz jej bardzo bardzo żałować.
- Wie pani co? – parsknęła Laura. – Proszę sobie darować te wyświechtane frazesy… Mam siedemnaście lat, nie mam zawodu ani zaplecza finansowego. Mam zamiar skończyć liceum i pójść na studia. Wystarczy?
Sara uroniła łzę.
- Skąd ja to znam? – czuła, że za chwilę wybuchnie płaczem. – Byłam rok młodsza, kiedy stanęłam przed dylematem, przed którym ty stoisz teraz…

***

Czysty i pachnący Jason zszedł na śniadanie. Howard, blady jak papier i z podkrażonymi oczami, czekał na niego przy szklance wody z cytryną.
- Więcej nie piję – oznajmił.
Jason przytaknął z rozbawieniem. Oj, jak dobrze znał Dougiego i te jego deklaracje.
- Do następnego razu – puścił oczko i uniósł kciuk.
- Rzygałem jak kot całą noc – wyznał ledwo żywy Howard.
- Daruj sobie szczegóły – odparł Jason. – Mam zamiar zjeść śniadanie.
Spojrzał w róg sali, na miejsce, w którym spotkał we śnie Miley Cyrus.
- A tobie co znowu? – spytał Howard.
- A nic – odparł Jason wymijająco.
- Nic? – dociekał Howard.
- Nic – zapewnił Jason.

***

Laura ze łzami w oczach słuchała opowieści Sary.
- Może i miałam dobrze sytuowanych rodziców, bez których nie byłabym tym kim jestem teraz – mówiła matka Maxa – Ale nie miałam tego, co ty…
Dziewczyna nadstawiła uszu.
- Nie miałam oparcia w ojcu Maxa. Nawet go nie znałam – rozłożyła ręce, przecząco kręcąc głową – Ty za to masz Maxa, który kocha cię ponad życie i jest gotów zaopiekować się tobą i maleństwem.
Laura patrzyła na Sarę z wyrazem zdumienia na swojej pięknej twarzy.
- Naprawdę?
Sara przytaknęła z uśmiechem.
- Widzi pani… - Laura przetarła chusteczką wilgotne oczy i wyczyściła nos. – Nie chciałam obarczać Maxa. Jest za młody…
- Pomogę wam! – zapewniła Sara. – Mam możliwości!
- Nie zależy mi na pieniądzach Ja naprawdę kocham Maxa i… - dziewczyna zaniosła się od płaczu – Nie zrobię tego – szlochała, głaszcząc się po brzuchu – Nie zrobię…
Sara podeszła do Laury, aby uściskać jej drżącą dłoń.
- No już, moja droga – ucałowała skroń przyszłej matki – Otrzyj łzy, proszę. Odśwież się i załóż najlepszą sukienkę. Zabieram cię do domu. Zrobię pyszną kolację. Max będzie wniebowzięty.
Laura uśmiechnęła się przez łzy.
- Dziękuję pani – uściskała Sarę. – Dziękuję za wszystko.

BY THATTERKA
Anna Schiller zaklęła siarczyście w reakcji na szokujące wyznanie Sary. Wiele wody w rzece upłynie zanim ochłonie i przejdzie do porządku dziennego nad sytuacją, która mogłaby powstać jedynie… w bujnej wyobraźni nastoletniej autorki fanfików o Take That. Odkąd została powiernicą najpilniej strzeżonej tajemnicy swojej przyjaciółki a znanej prawniczki, Sary Müller – tajemnicy tyleż pięknej, co przerażającej – jej dość już zwariowane życie po prostu stanęło na głowie!

Mojej najsłodszej Sarze – Jason Orange – przeczytała na głos dedykację złożoną na okładce płyty Everything Changes. Z wrażenia rzuciła w powietrze kolejną wiązankę przekleństw.

- Przepraszam – zachichotała nerwowo. – Nie codziennie dowiaduję się, że moja przyjaciółka ma dziecko ze swoim idolem!

Szczerze przyznając się do zazdrości, nazwała Sarę pieprzoną szczęściarą.

- Pieprzoną w pełnym tego słowa znaczeniu – dodała w myślach – I to nie przez pierwszego lepszego…
- Kochałabym Maxa tak samo bez względu na to, kto byłby jego ojcem – odparła Sara, dotknięta nieudanym żartem młodszej koleżanki – Ale masz rację… - przytaknęła z westchnieniem - To prawda, jestem pieprzoną szczęściarą! Mam najwspanialszego syna na świecie i kocham go ponad życie – uroniła łzę. – Przy czym geny Jasona Orange są tu bez znaczenia!

Anna przeprosiła starszą koleżankę za swoje niemądre i nieprzemyślane słowa.

- Wybacz, moja droga… To ten szok… Wiesz, jak to jest… Ludzie w nerwach różne głupoty gadają… Chciałabym powiedzieć coś mądrego, ale nie ogarniam. Zwyczajnie nie-o-gar-niam! – gdzie się podziała ta elokwencja dziennikarki radiowej?

Sara przetarła wilgotne oczy. Wzięła głęboki oddech i nalała wina do kieliszków.

Uśmiechając się, wzniosła toast:

- Za ten przewrotny los!

- Za Take That! – dodała, z braku lepszej riposty, Anna.

***



Jason, który unikał Internetu jak diabeł święconej wody, a technologicznie – jak mawiali koledzy z zespołu – zatrzymał się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, od dwóch godzin siedział przed komputerem, zawzięcie śledząc artykuły i komentarze dotyczące jego osoby.

Założę się, że Jason ma gromadkę dzieci i nawet o tym nie wie – pisał niejaki MancunianThatter84 – Mój kuzyn miał przyjemność poznać go osobiście. Spał z połową Manchesteru. Prawdopodobieństwo, że zaliczył wpadkę jest, że tak powiem, wysokie…

I to ma być fan? Słowa internauty skwitowane stosowną do treści buźką, poruszyły Jasona do żywego. Układał w głowie odpowiedź na bezczelny komentarz, kiedy niespodziewanie u jego boku pojawił się Howard.

- Jase, nie wierzę! – rozbawiony spoglądał przez jego ramię na ekran laptopa – Ty w Internetach? – w przyjacielskim geście poczochrał szpakowatą czuprynę kumpla. – Stary, nie poznaję!

Jason przełknął ślinę i ostentacyjnie trzasnął pokrywą komputera.

- Internet to syf – oznajmił, wstając od stolika.

Howard nie przestawał się śmiać.

- Odkryłeś Amerykę, bracie – poklepał Jasona po ramieniu. – Lepiej napijmy się piwa!

Jason bez mrugnięcia okiem przystał na propozycję kolegi.

***



- Dzień dobry, klinika ginekologiczno-położnicza, w czym mogę pomóc? – spytała przyjemnym głosem młoda recepcjonistka.

- Mówi Sara Müller – odpowiedziała nastolatka po drugiej stornie – Byłam umówiona na dziesiątą do doktor Zimmermann. Chciałabym odwołać zabieg.

- Pani Müller, godzina dziesiąta… - powiedziała do siebie recepcjonistka. – W porządku, pani Müller – zwróciła się uprzejmie do pacjentki doktor Zimmermann. – Wizyta anulowana.

- Dziękuję. Miłego dnia życzę – Sara odłożyła słuchawkę, podniosła swoją walizkę i nie oglądając się za siebie, wyszła z domu.

Wczesnym wieczorem znalazła się w katolickim przytułku dla samotnych matek, oddalonym dwieście kilometrów od rodzinnego Berlina. Rodzice szybko ustalili jej miejsce pobytu – nie czekała doby na pierwszy telefon.

- Urodzę to dziecko, czy tego chcecie czy nie! – krzyczała do słuchawki, zalana łzami szesnastolatka. – Nie macie prawa za mnie decydować w tej kwestii! Nie macie prawa!

- W porządku, córeczko – Rebeka Müller, nobliwa nauczycielka akademicka, ustąpiła pod naporem próśb i gróźb swojej jedynaczki. – Szanujemy twoją decyzję i zrobimy z ojcem wszystko co w naszej mocy, żeby zapewnić jak najlepsze warunki tobie i dziecku.



- Trzeba im przyznać, że zachowali się honorowo – powiedziała osiemnaście lat później jako dobiegająca czterdziestki kobieta sukcesu.

Anna z przejęciem słuchała opowieści przyjaciółki, której wielkie szczęście leżało w nietuzinkowej osobowości i sile charakteru, a nie w aparycji supermodelki, która zauroczyła jednego z pięciu najseksowniejszych mężczyzn świata. Większość znanych jej kobiet (z nią samą włącznie) przypłaciłaby życiem następstwa tego słodkiego wydarzenia… stanowiącego szczyt marzeń niejednej dziewczyny.

- Zupełnie jak w tej piosence… China in your hand – zauważyła. – Nie posuwaj się zbyt daleko w swoich marzeniach… są porcelaną w twojej dłoni… nie pragnij zbyt mocno… bo jeszcze się spełnią i nic z tym nie zrobisz…

Sara przytaknęła z uśmiechem.

- Coś w tym jest – upiła łyk wina. – Wiesz… wkrótce po tym jak zadzwoniłaś z wiadomością o tym koncercie, pojechałam na plac, gdzie zwykle tańczy Max z kolegami. To był impuls. Nie zastanawiałam się dlaczego to robię. Tyle razy widziałam jak tańczy… - upiła kolejny łyk. – Wiesz, po raz pierwszy w życiu pomyślałam o nas… znaczy o mnie, Maxie i Jasonie, jako o pełnej rodzinie… Patrzyłam jak tańczy, podobny do ojca, jakby skórę ściągnął i… wyobraziłam sobie inny przebieg tej historii… Wyobraziłem sobie, że Jason zakochuje się we mnie… oboje uczestniczymy w wychowaniu Maxa, obserwujemy jak dojrzewa, cieszymy się wspólnie z jego sukcesów, spędzamy razem Święta…

Anna mocno przytuliła przyjaciółkę.

- No już, kochana – ucałowała jej mokry policzek – Nie płacz, bo zaraz sama się rozpłaczę.

***

Howard nabijał się z Jasona i jego żenującej nieznajomości Internetu.

- Właśnie dlatego nie korzystam z tego gówna – odezwał się nieźle już podchmielony Jase. – To nie na moje nerwy… - otworzył kolejną butelkę piwa. – Nie mam żadnych dzieci! – upił duży łyk gorzkiego trunku. – Nie mam żadnych dzieci! – powtórzył głośniej i wyraźniej.

- A czy ja coś mówiłem? – niezmiennie wesoły Howard bezradnie rozłożył ręce.

- Zawsze używam gumek – mówił przejęty Jason do bliżej nieokreślonego słuchacza – Zawsze!

Howard ostentacyjnie chrząknął.

- Zawsze! - powtórzył nie bez sarkazmu. – Nieważne, że guma czasem niefortunnie pęknie, albo… albo się osunie i… - zachichotał.

- Zamknij się! – przerwał Jason.

***

Sara i Anna popatrzyły na siebie wymownie. Z jakichś powodów żadna z nich nie poruszyła tematu zbliżającego się minikonceru ani spotkania z ulubionym zespołem. Milczenie przerwał Max, który właśnie wrócił do domu:

Cześć – zawołał od progu. Rodzona matka od razu wyczuła, że coś go trapi…

Ta mała franca, Laura…

- Dzień dobry – ukłonił się, przechodząc obok salonu. Zanim Anna zdążyła odpowiedzieć, zniknął za drzwiami swojego pokoju.

Sara przeprosiła przyjaciółkę.

- Max – zapukała do pokoju syna. – Mogę?

- Proszę – wybąkał chłopak.

Leżał na wznak, zasłaniając oczy przedramieniem.

Sara usiadła na brzegu łóżka.

- Co się dzieje? - spytała z troską.

- Nieważne – odfuknął.

Machnęłaby ręką, gdyby chodziło o drobiazg. Maxa spotkała jakaś potworna przykrość – serce matki było w takich sprawach nieomylne.

- Możesz już sobie iść? – spytał, nie dbając o matczyną troskę.

- Nie! – odparła stanowczo Sara. – Nie wyjdę z tego pokoju, dopóki nie dowiem się, co się stało!

Usiadł na łóżku. Spoglądając na matkę zaczerwienionymi od łez oczyma, powiedział łamiącym się głosem:

- Laura…

Sara skrzyżowała ręce na piersiach. A nie mówiłam? – cisnęło się na jej usta, lecz wobec dramatu, który przeżywał jej ukochany jedynak, odpuściła sobie wszelkie złośliwości.

- Laura… jest w ciąży.

- Proszę? – zmarszczyła brwi. Czy aby dobrze usłyszała?

- Jest w ciąży i zamierza dokonać aborcji – dodał, szlochając, Max.
BY THATTERKA
Howard delektował się chrupiącym croissantem z czekoladą.
- Co jak co, ale wyżerkę to tu mają wy-kur-wis-tą! – w swoim stylu pochwalił hotelowe śniadanie.
Blady i niewyspany Jason niemrawo mieszał swoją kawę.
- Wyglądasz jak z krzyża zdjęty – stwierdził Howard. – Powiedz, stary… - uważnie przypatrywał się koledze - ..nie zmrużyłeś oka z powodu tej puszczalskiej małolaty? – prowokował Jasona, a ten uparcie milczał. – Sandry, czy jak jej tam…
- Sary! – odpowiedział Jay.
Nie jest dobrze – Howard był pewien najgorszych obaw.
- Zadzwonił wczoraj Gaz – powiedział dla podtrzymania konwersacji.
- Hm… – Jason nieznacznie się ożywił.
- Martwimy się o ciebie, bracie.
- Niepotrzebnie…
- A jeśli to Nigel nakręca tę całą nagonkę? – spytał Howard pomiędzy łykiem kawy a kęsem rogalika.
Na dźwięk imienia byłego managera Jason ostentacyjnie odsunął swój talerz.
- Nie przy jedzeniu, Dougie!
Howard wytarł usta.
- Mniejsza o to, stary… – odchrząknął. – Musisz przejść nad tym do porządku dziennego.
Jason ciężkim westchnieniem dał wyraz swojej irytacji.
- Nic innego nie robię – odparł, nerwowo obracając w palcach łyżeczkę.
Howard odpuścił. Wiedząc swoje, nie zamierzał się dłużej spierać, zwłaszcza o wpół do ósmej rano.
***
Kiedy Sara, po suto zakrapianym spotkaniu z przyjaciółką, obudziła się z głową ciężką jak kula ołowiana, Max niczym anioł stróż stał przy jej łóżku ze świeżym sokiem porzeczkowym.
- Przeholowałaś, mamuśka – tłumiąc śmiech, podał Sarze szklankę. – Pij, pij, kochana. Witamina C dobrze ci zrobi.
- Moja głowa – jęknęła. – Moja biedna głowa! – upiła kilka łyków ożywczego napoju i z przestrachem spytała – Jezus Maria, która godzina?!
- Kwadrans po dziesiątej.
- Cholera…
- Wyluzuj, mamo, jest sobota – Max, jej ukochany syn, tryskając energią i wyśmienitym humorem, zdawał się zupełnie ochłonąć z szoku, w który wprawiła go poprzedniego dnia. – Jestem umówiony – w jego niebieskich oczach zapłonęły radosne iskierki – Z Laurą – dodał nieśmiało w obawie przed niekoniecznie przychylną reakcją.
- Z Laurą… - powtórzyła bez entuzjazmu. Wszystkie kolejne sympatie Maxa traktowała z rezerwą i nie bez zazdrości, do której z trudem przyznawała się przed samą sobą. Laury Becker nie lubiła szczególnie. – Uważaj na tę panienkę – przestrzegła ukochanego jedynka. – Mało się już przez nią nacierpiałeś?
Argumenty zatroskanej matki nie trafiały do rozanielonego Maxa, którego serce zawsze brało górę nad rozumem.
- Laura mnie kocha – był święcie przekonany o szczerości intencji tej dziewczyny – Ja też ją kocham…
Po kim odziedziczył tę naiwność i prostoduszność? - zastanawiała się Sara, tyleż wzruszona co zaniepokojona jego romantyczną wizją świata. Ona sama nigdy nie pozwoliła ponieść się wielkiemu uczuciu do mężczyzny. Nidy nie doświadczyła bólu rozstania, zazdrości czy lęku przed odtrąceniem. Te znała tylko z książek i opowieści koleżanek. Epizod z Jasonem Orange był po prostu miłą przygodą, poszła z nim do łóżka z czystego pożądania. Ich krótka relacja, jakkolwiek piękna i przyjemna, była czysto fizyczna, sensualna. Nie kochała go tak, jak i on nie kochał jej. Młodzieńcza romantyczna fantazja przejawiała się u Sandry w działaniach na rzecz biednych i pokrzywdzonych. Zaangażowana społecznie młodziutka lewicująca intelektualistka, pragnęła poświęcić życie walce z biedą, przemocą i niesprawiedliwością. Jeszcze w ósmym miesiącu ciąży uczestniczyła w antywojennych manifestacjach, kolportowała ulotki propagandowe, wypisywała na murach antykapitalistyczne hasła, zbierała podpisy pod petycją na rzecz wyzwolenia Tybetu. Skończyła z wyróżnieniem studia i co? Miast zgodnie z młodzieńczym postanowieniem prężnie działać na rzecz więźniów politycznych, prowadziła sprawy rozwodowe obrzydliwie bogatych ludzi! Od czasu do czasu zrobiła coś pro bono, lecz już bez dawnego romantycznego zapału. Pojawiła się na jakiejś konferencji poświęconej walce z ubóstwem, powiedziała to co miała do powiedzenia, po czym wsiadała do swojego wypucowanego Audi A6 i wracała do luksusowo urządzonego apartamentu w prestiżowej dzielnicy Berlina. Wyrzuty sumienia z powodu zdrady młodzieńczych ideałów zapijała drogim winem. Gdyby nie Max… niewykluczone, że już dawno przerwałaby ten marny żywot.
***
- Jesteś… taka ładna – był pewien, że ma do czynienia z modelką u progu wielkiej kariery. – Masz idealne ciało…
Podziękowała onieśmielona komplementem.
- Pewnego dnia też będziesz sławna…
Dziewczyna nie była zainteresowana karierą w show businessie.
- Skończę prawo i będę działać w Amnesty International – oznajmiła pewnie, wprawiając kochanka w niemałą konsternację.
- Aż mnie zatkało, bracie – w drodze do studia telewizyjnego Jason raczył przyjaciela kolejnymi szczegółami swojej przygody z nastoletnią Niemką.
- Była taka śliczna…
- Lepsza od tej? – Howard wskazał zmysłową modelkę, kuszącą z witryny sklepu z ekskluzywną bielizną.
Jason przytaknął.
- Miała zajebiste cycki, co?
- Prymityw z ciebie…
- Do kurwy nędzy, Jase! - zaklął Howard. – Pierdolisz jak potłuczony! Odgrzewasz jakiś epizod sprzed osiemnastu lat! W jakim, kurwa, celu?
- Stary, ja nie wierzę, że dostałem ten pokój przez przypadek. Po prostu nie wierzę! Z tą dziewczyną łączy mnie coś więcej niż przelotny seks. Czuję to… - niedowierzał swoim własnym słowom – Dougie, ja to, kurwa, wiem…
- Zmiana trasy! – oznajmił siedzący za kierownicą Howard. – Jedziemy do szpitala!
- Daruj sobie ten sarkazm!
- Jase, ty pierdolisz jak jakiś schizofrenik paranoidalny! Bez kitu!
***
Laura Becker przybyła na spotkanie punktualnie o trzeciej. Serce Maxa zadrżało. Wyglądała wprost zjawiskowo.
- Cześć – ucałował alabastrowy policzek Laury – Co słychać?
Dziewczyna milczała, próbując zebrać myśli. Jak dobrze znał to spojrzenie…
- Max… - jej piękne zielone oczy zaszły łzami.
Udawała spokojną i opanowaną. Max już wiedział, że ma mu do przekazania bardzo ważną i – jak wyczytał z jej twarzy - niekoniecznie radosną wiadomość.
- Lauro…
- Jestem w ciąży!
Zamarł. Przewrotny los drugi dzień z rzędu wymierzył mu siarczysty policzek! Co przyniesie nazajutrz? Dowie się, że obie nieprawdopodobne historie to część jakiejś misternej intrygi uknutej przez Laurę i jego matkę? A może jest jak Jim Carrey w filmie Truman Show … nieświadomym uczestnikiem najpopularniejszego programu w historii telewizji?
- Byłam dziś rano u lekarza. Potwierdził to, co wykazał test – Laura podsunęła mu pod nos kartkę z wynikami badania. – Jestem w ciąży – załkała – Czaisz to? Jestem w ciąży!
Była piękną dziewczyną, za którą oglądali się wszyscy chłopcy w liceum.
- Tak, z tobą – dokończyła głośno myśl, która przebiegła przez biedną głowę Maxa. – Zresztą… - wzruszyła ramionami - … to bez znaczenia. Pojutrze będzie po wszystkim – pstryknęła palcami – To tylko głupia ciąża, prawda?
Max zbladł a jego usta zadrżały niczym skrzydełka motyla…
BY THATTERKA
Mark zaszczycił nas kolejnym klipem. Tym razem do utworu "Carnival". Jak Wam się podoba?


Siedemnastoletni świat Maxa Müllera legł w gruzach. Chodził z kąta w kąt, na przemian śmiejąc się i płacząc, z nieznanym dotąd uczuciem głębokiego, bolesnego zawodu.
- Powinnaś była mnie wyskrobać – posłał Sarze gniewne spojrzenie.
Matka - najważniejszy człowiek w życiu Maxa i jego największy autorytet, okazała się… ostatnią osobą zasługującą na podziw i szacunek. Jak mogła rozłożyć nogi przed pozbawionym kręgosłupa moralnego celebrytą ?! Jak mogła być tak łatwa i durna?! Czuł się, jakby dostał w pysk. Żywił nienawiść i pogardę do chłopaka w lustrze, którego rysy potwierdzały gorzką prawdę... o bękarcie spłodzonym przypadkowo przez pewnego dupka z groteskowego boysbandu i jego nierozgarniętą groupie.
***
Howard długo roztrząsał nie tyle samą historię przelotnego romansu Jasona, co powód dla którego ją przytoczył. Odnosił wrażenie, że dzieląc się wspomnieniem o Sarze, Sandrze, czy jak jej tam było, przyjaciel odwracał kota ogonem - dopowiedział to i owo dla oszukania własnych emocji związanych z medialną nagonką. Biedny Jase! Komu i czym zawinił ten miły i porządny facet? Domyślił się kto stoi za plugawymi artykułami i podnieca dyskusje na forach…
- Mówię ci, że to Nigel. Ten... – posłał wiązankę przekleństw pod adresem byłego managera Take That - …ma obsesję na jego punkcie!
- Myślisz? – odparł Gary.
- Jestem pewien!
Gary, znając parszywy charakter dawnego managera, nie wykluczał wersji Dougiego. Z drugiej strony, w ciągu kilkunastu lat od rozpadu Take That, pozycja Nigela Martina-Smitha w show businessie osłabła do tego stopnia, iż nie był w stanie poważnie zaszkodzić żadnemu z byłych protegowanych. Media od dawna konsekwentnie go ignorowały.
- Jase jest coraz bardziej zdołowany – martwił się Howard. – Boję się, że przypłaci to depresją.
- Będzie dobrze, Dougie – zapewnił Gary.
- Powiedz, Gaz. Dlaczego akurat Jay? - dociekał Howard – Zrobili z niego wybryk natury, jakby to był jeden jedyny nieżonaty i bezdzietny facet po czterdziestce…
- To logiczne – odparł Gary. – Wszyscy patrzą na niego przez pryzmat zespołu. To nieuniknione i nie mieszałbym w to Nigela. Od zawsze nas ze sobą porównywali, w każdym aspekcie. I będą to robić, czy to się nam podoba czy nie... – westchnął.
Howard przyznał koledze rację.
- Co możemy zrobić z tym fantem, Gaz? – spytał.
Gary odparł z właściwym sobie poczuciem humoru:
- Przekonać Jasona, żeby olał ten temat ciepłym sikiem i znalazł sobie żonę!
***
Pogrążona w myślach Sara siedziała w fotelu skulona jak embrion. Z brodą opartą na kolanach, wodziła wzrokiem za chodzącą po ścianie muchą.
- Mamo... – Max pomachał rodzicielce przed oczami.
Uśmiechnęła się delikatnie.
- Mamo... Chciałbym cię przeprosić – położył rękę na sercu – Byłem w szoku… to dlatego zareagowałem tak gwałtownie – przyznał z pokorą. – Zachowałem się jak debil. Przepraszam.
Sara skinęła, przyjmując przeprosiny, a Max oznajmił z dumą: Mam najwspanialszą matkę na świecie! czym wzruszył ją do łez.
- Zawsze kierowałaś się moim dobrem – synowskie spojrzenie wyrażało miłość i wdzięczność. – Ukrywałaś prawdę o moim ojcu, żeby mnie chronić. Zresztą – wzruszył ramionami – Czy Gregoire czy Jason, jakie to ma znaczenie? Byłaś młoda, zrobiłaś głupotę ale wszystko naprawiłaś... Przez siedemnaście lat mojego życia w ogóle nie odczułem braku ojca – kiedy się uśmiechał, wyglądał zupełnie jak Jason. Krew z krwi, kość z kości…
Wzruszenie odebrało Sarze mowę.
- Dziękuję – Max ucałował rodzicielkę w czoło. – Dziękuję za wszystko.
***
Jason ze swoistym podziwem wspominał młodziutką kochankę – wygadaną i pewną siebie a zarazem ujmująco ciepłą i miłą. To nie jej ładna twarzyczka tak urzekła dwudziestopięcioletniego łamacza nastoletnich serc. To jej urzekający sposób bycia, niespotykany wśród fanek. Nie było w nim bałwochwalstwa, właściwego innym dziewczętom określającym się mianem thatterek i to było piękne! Wiedziała czego chce i nie musiała wyrażać tego wprost: głębokim po sutki dekoltem i za krótką spódniczką. Pewna swojego wdzięku flirtowała z gwiazdą popu jak, nie przymierzając, z kolegą z sąsiedztwa. Bez tych histerycznych, przyprawiających o mdłości wyznań, bez tych ochów i achów nad jego urodą i talentem. Doskonale wiedziała, że ich relacja nie ma racji bytu i zakończy się prędzej niż się zaczęła. Nie miała do nikogo pretensji, nie oczekiwała więcej niż mogła otrzymać...
***
Sara poznała Annę Schiller na internetowym forum fanów Take That. Trzydziestoletnia prawniczka i dziewiętnastoletnia studentka dziennikarstwa z miejsca zapałały do siebie sympatią a ich znajomość szybko wyszła poza świat wirtualny. W ciągu siedmiu lat od pierwszej wymiany uprzejmości w temacie powitalnym, zżyły się ze sobą jak siostry, wzajemnie wspierając się w realizacji celów i marzeń. Obie inteligentne, ambitne i pewne siebie, pięły się przebojem po szczeblach swoich karier. Odkąd Anna wyjechała do Kolonii za pracą w znanej rozgłośni radiowej, widywały się niezmiernie rzadko, a każde spotkanie celebrowały, pijąc ulubiony rum kokosowy. Malibu to moja druga miłość zaraz po Take That – zwykła mawiać Anna. Korzystając z kilkudniowego urlopu, przybyła do Berlina głównie po to, żeby pogadać w cztery oczy z dawno niewidzianą przyjaciółką..
Siedziały w ulubionym pubie, ekscytując się nadchodzącym mini koncertem organizowanym przez dużą stację telewizyjną.
- Jak ci się odwdzięczę, kochana? – spytała Sara – Jesteś nieoceniona, Aniu, nie-o-ce-nio-na! – gestem przywołała kelnerkę i zamówiła po jednym cuba libre1 dla siebie i przyjaciółki. – Widzisz, ostatnio mam straszne urwanie głowy… To dlatego z początku zareagowałam bez entuzjazmu…
- Jak zobaczę Marka to nie ręczę za siebie – oznajmiła Anna, dopiwszy czwartego drinka – Wedrę się do garderoby i zgwałcę to kurewsko seksowne ciacho! – roześmiała się rubasznie, kierując na siebie srogie spojrzenia osób siedzących parę stolików dalej.
Sara, napruta jak messerschmitt, spytała półprzytomnie:
- A gdybym ci powiedziała, że osiemnaście lat temu przespałam się z Jasonem?
Anna uśmiechnęła się pobłażliwie:
- Uwielbiam twoje poczucie humoru, Saro.
Pani Müller wyciągnęła z portfela zdjęcie syna i podsunęła je koleżance pod nos:
- Tylko popatrz, moja droga – mówiła wolno, plącząc słowa. – Popatrz tylko… Przypadek? – odchrząknęła – Nie sądzę…
Anna, nieznacznie trzeźwiejsza, popatrzyła pytająco na starszą koleżankę.
- Czyż on nie wygląda identycznie? – kontynuowała Sara – Jak w piosence… He had my eyes… my eyes… He had my smile… my smile…. – fałszywie odśpiewała fragment dawnego przeboju Take That.
- Piękny chłopak – stwierdziła Anna, w duchu potwierdzając podobieństwo Maxa Müllera do idola jego matki. – Mógłby być wziętym modelem.
Sara machała Annie przed oczyma zdjęciem ukochanej latorośli:
- Max to wykapany tata – bełkotała jak ostatni dziad. - Młody Jason… Krew z krwi, kość z kości…
Anna troskliwie ujęła dłoń przyjaciółki:
- Za dużo Malibu – cmoknęła. – Na nas już pora, moja droga. Zamówię taksówkę.

1 Koktajl alkoholowy na bazie rumu i coli.

BY THATTERKA
Howard męczył przyjaciela pytaniami o samopoczucie.
- Nie zawracaj mi dupy! – fuknął Jay – Nic mi nie jest. Naprawdę!
Dougie wiedział swoje i martwił się o najlepszego kumpla. Dystans dystansem, ale coraz częstsze artykuły szkalujące Jasona i coraz podlejsze komentarze w Sieci, nawet świętego wytrąciłyby z równowagi. Brytyjskie bulwarówki znalazły sobie kozła ofiarnego. Za nimi poszedł Internet...
Zabójczo przystojny milioner w kwiecie wieku b e z d z i e t n y m kawalerem?! Nie do pomyślenia, prawda? Istna patologia! Co z nim nie tak? Czyżby gej? Mało prawdopodobne. Już dawno by się ujawnił. Czyżby bezpłodny? Przecież to się leczy! Czyżby impotent? Co jest, do cholery, nie tak z tym Jasonem Orange? – głowili się dziennikarze i internauci.
***
- Na głowie stawałam, żeby zdobyć tę cholerną akredytację! - dziennikarka Anna Schiller wykrzykiwała przez telefon swojej najlepszej przyjaciółce – Saro, czy ciebie, za przeproszeniem, po-pie-przy-ło?!
Usłyszeć na żywo i zobaczyć z bliska czterech najseksowniejszych facetów pod Słońcem, uścisnąć im dłonie, zamienić słowo... Doprawdy, tylko skończona kretynka dobrowolnie przepuściłaby tę jedyną i niepowtarzalną okazję.
- Fanka z ciebie jak z koziej dupy trąba! – parsknęła – Nie to nie, moja droga! Twoja strata. Odstąpię wejściówkę komu innemu!
- Chwila! – przerwała Sara – A czy powiedziałam, że nie jestem zainteresowana? Oczekiwałaś, że będę piszczeć z radości jak podlotek? Wybacz, moja droga, ale od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku moje priorytety uległy radykalnej zmianie...
Anna przyznała rację koleżance.
- Wejściówka będzie na ciebie czekać do końca – powiedziała łagodnym, aksamitnym głosem prezenterki radiowej. – Swoją drogą, dawno się nie widziałyśmy. Co powiesz na małą kawę w tygodniu, hm?
- Z przyjemnością, Aniu – odrzekła Sara. – O ile, mam nadzieję, znajdę chwilę wolnego. A teraz, najmocniej cię przepraszam, kochana, ale muszę kończyć. Trzymaj się cieplutko. Odezwę się. Pa! – zakończyła rozmowę z przyjaciółką i wybuchła płaczem.
***
Jason odtwarzał w pamięci coraz więcej szczegółów: gęste ciemne włosy związane w kucyk czerwoną frotką, czerwoną sztruksową kamizelkę, biały T-shirt z wizerunkiem Take That, dopasowane niebieskie jeansy. Mały plecak w szkocką kratę a w nim legitymacja szkolna, płyty i książka...
- „Harfa traw” Trumana Capote.
- Ja pierdolę – Howard kręcił głową z niedowierzaniem. – Nie ogarniam tej historii, stary. Przez tyle lat słowem nie wspomniałeś...
- Dobre trzy lata nie mogłem o niej zapomnieć – wyznał Jason ze smutkiem. – Potem zapomniałem, z czasem całkiem wyparłem – ciężko westchnął. - Do dzisiaj...
***
- Byłem twoim pierwszym – oznajmił z satysfakcją piękny jak młody bóg obiekt westchnień tysięcy nastolatek.
Zawstydzona zakryła kołdrą piersi.
- Dziękuję – nieśmiało odwróciła wzrok od czarującego kochanka.
Mamo? – wzdrygnęła się, wyrwana ze słodkich wspomnień. – Mamo?
Przez łzy nie widziała zatroskanej miny ukochanego syna.
- Mamo, co się dzieje? – zapytał wystraszony Max.
Przetarła oczy.
- W porządku, synku – wzruszyła ramionami. - Taka mała babska chandra...
Mała babska chandra? Wolne żarty! Max nie był w ciemię bity.
- Nie dostałaś żadnego mandatu! – skrzyżował ręce na piersiach – Nie ściemniaj, mamo! Przecież widzę, że coś się dzieje...
- Nieważne! – odwróciła wzrok – Zostaw mnie, Max...
Chłopak nie dał się zbyć rodzicielce.
- Co przede mną ukrywasz? – dociekał, marszcząc brwi.
Sara krztusiła się od płaczu. Max, pełen najgorszych obaw, zapytał łamiącym się głosem:
- Mamo, czy ty... jesteś chora?
Zakryła twarz dłońmi, pragnąc zapaść się pod ziemię. Stało się! Oto do czego doprowadził egoizm w parze z głupotą. Nie ma wyboru. M u s i wyznać Maxowi prawdę. Musi i już! Bez względu na konsekwencje!
Zasiadła do komputera i otworzyła przeglądarkę. Max przyglądał się w skupieniu, jak drżącymi palcami wpisuje w okienko Google: Jason Orange.
***
Być może to paniczny strach stał się przyczyną obsesji na punkcie ciemnowłosej nastolatki? HIV hulał jak wiatr a zsunięta prezerwatywa mogła go wpędzić do grobu. Potem przez kilka lat nosił w portfelu – niczym talizman – kartkę z pomyślnym, negatywnym wynikiem na obecność śmiercionośnego wirusa.

- Podręcznikowy przykład przeniesienia uczuć – stwierdził Howard. – Rozumiesz, Jase? Różne uczucia, te same reakcje fizjologiczne. Bicie pikawki, spocone dłonie... Czytałem o tym. Wkręciłeś sobie, że to miłość, kiedy w rzeczywistości byłeś posrany ze strachu.
Jason nie wytrzymał i krzyknął:
- Spierdalaj!
- OK. – Howard rozłożył ręce, obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, zostawiając Jasona samego z jego wspomnieniami.

BY TKATTERKA



Max Muller
Howard, nie odrywając wzroku od monitora, głośno złorzeczył dziennikarskim hienom oraz wszelkim hejterom i pseudofanom, dorabiającym legendy do tabloidowych rewelacji.

- Wyluzuj, Dougie – wtrącił łagodnie Jason, nie przerywając ćwiczeń, którym zawdzięczał piękną młodzieńczą sylwetkę.

- I znowu o tobie, Jay! – krzyknął poruszony do żywego Howard – Sugerują, że jesteś bezpłodny albo psychiczny!

Z dziką satysfakcją wymierzyłby prawy sierpowy autorowi tekstu szargającego dobre imię jego przyjaciela. Niewzruszony Jason kontynuował swój trening.

- Gówno mnie to obchodzi – powiedział spokojnie a dostanie. – Lepiej już wyłącz ten komputer, Dougie. Szkoda twoich pięknych oczu. Naprawdę!

***

Czarne audi zatrzymało się nieopodal placu, na którym kilkunastu młodych tancerzy dumnie prezentowało swoje umiejętności. W rytmie hip hopu zwinne ciała tworzyły efektowne figury, zapierające dech w piersiach zgromadzonych wokół gimnazjalistów. Największe emocje wzbudzał piękny smukły szatyn o mocno zarysowanej kości żuchwy. Urodą modela oraz ekspresją i fenomenalnym poczuciem rytmu przyprawiał rozentuzjazmowane nastolatki o szybsze bicie serc, wzbudzając jednocześnie zazdrość i respekt ich kolegów.

Z samochodu wysiadła zgrabna i szykowna trzydziestokilkulatka. W dopasowanej beżowej sukience i czarnych skórzanych czółenkach nie wyglądała na entuzjastkę break dance’u ani hip hopu. Niepostrzeżenie dołączyła do nastoletniej publiczności, aby w milczeniu podziwiać dynamiczną solówkę pięknego szatyna.

Krew z krwi kość z kości – ukryła wzruszenie za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych.

***

- Halo, tu Ziemia! – Howard pomachał dłonią przed twarzą zamyślonego Jasona.

Jay uśmiechnął się od niemrawo. Wyjątkowo nie miał ochoty na męskie gadki przy piwku.

- Tylko nie mów, że przejmujesz się plotkami… - Howard wiedział swoje. Nie wierzył w obojętność przyjaciela wobec ataków brukowców oraz komentarzy w Sieci.

- Daj spokój – odparł Jay, podziwiając panoramę Kolonii z okna hotelowego pokoju, tego samego, w którym jesienią 1995 roku spędził upojną noc z niejaką Sarą. Zapamiętał imię, nietuzinkową urodę i sposób bycia zdradzający nieprzeciętny intelekt…

- Nie chodzi o to, że była ładna… - mówił z czołem opartym o szybę. – Miałem wiele świetnych lasek… To nie była taka głupiutka panienka…

Howard westchnął ostentacyjnie.

- Ciekawe, co teraz robi? Gdzie mieszka… jak wygląda…?

- Jakie to ma znaczenie? – wzruszył ramionami Howard – To tylko groupie, zwykła groupie.

***

Sara Müller wróciła do domu cała roztrzęsiona.

- Cześć! – z kuchni wyłonił się uśmiechnięty Max – Wszystko w porządku, mamo? – przejął się smutną miną rodzicielki – Mamo?

- Wlepili mi mandat! – fuknęła Sara – Co za wstyd!

- Mandat? – wzruszył ramionami Max – To przecież nie koniec świata!

Sara łagodnie uśmiechnęła się do syna.

- To nie do pomyślenia – zmieniła ton na żartobliwy – Wzięta prawniczka i szanowana obywatelka łamie przepisy ruchu drogowego! Wstyd i hańba!

- Wyluzuj, mamo!

Sara popatrzyła czule na pięknego i mądrego syna - swoje największe szczęście i miłość życia.

- Widziałam twój występ, kochanie – powiedziała – Kiedy jechałam z kancelarii na zajęcia fitness, zatrzymałam się na chwilę żeby popatrzeć. Jesteś genialny, synku!

Max wzruszył ramionami.

- Daj spokój, mamo – odparł z wrodzoną skromnością.

Zamknięta w łazience Sara uroniła kilka łez. Wzdrygnęła się na wspomnienie sytuacji sprzed osiemnastu lat, kiedy ledwo trzymając się na nogach, drżącym głosikiem oznajmiła rodzicom, że spodziewa się dziecka. A gdyby posłuchała ojca (Cholerny bachor zniszczy ci karierę!), konsekwentnie wspieranego przez matkę (Co z twoimi studiami, Saro?)? A gdyby nie postawiła się woli rodziców i w ostatniej chwili nie odwołała zabiegu? Zatrzęsła się na tę myśl. Nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez ukochanego syna, którego powiła w wieku niespełna siedemnastu lat. Maleńki Max wkrótce stał się nie tylko oczkiem w głowie całej rodziny, ale też swoistą siłą sprawczą wszelkich pozytywnych działań Sary, nacelowanych na sukces zawodowy. Zdała maturę ze świetnym wynikiem, dostała się na studia prawnicze, które ukończyła z wyróżnieniem, zdobyła prestiżowy zawód i pieniądze, które roztropnie wydawała na potrzeby swojego małego mężczyzny: dobre szkoły, podróże, kursy tańca. Nie obejrzała się za siebie, kiedy Max, z zabawnego szkraba ganiającego w pieluszce za motylkami w ogrodzie, przeistoczył się w młodego mężczyznę, który lada dzień wyfrunie z gniazda i zacznie żyć na własny rachunek… Kierując się dobrem syna, od początku konsekwentnie zatajała przed nim prawdę o jego ojcu, którym nie był żaden czarujący Francuz poznany podczas szkolnej wycieczki.
BY THATTERKA
  
Lena stała na środku pokoju, zrobiło jej się słabo. Gary podał jej szklankę wody, usiadła na krześle. Zaczęła rozmyślać nad podjęciem właściwej decyzji... Chłopaki widząc jak dużo ją to kosztuje, (była bowiem bardzo wrażliwą osobą co również przeszkadzało jej w pracy psychologa) postanowili, że dadzą jej trochę czasu. Wyszła na zewnątrz chwiejnym krokiem nie wiedząc dokąd pójść. Jej nogi jednak same podjęły decyzję i poprowadziły ją przed siebie. Poszła do najbliższego parku, usiadła na ławce i zamknęła oczy.
- Jestem panią swojego losu i to ja decyduję jak potoczy się moje życie, mogę wybrać cokolwiek zechcę.- pomyślała.
Posiedziała jeszcze chwilę, chociaż podjęła już decyzję. Nie ma dobrych i złych rozwiązań, w tym momencie jednak to wydaje się być dla niej najlepszym.
Poprosiła Marka, Jasona, Howarda i Gary' ego o spotkanie w jej ulubionej kawiarni na starym rynku. Chłopakom bardzo się spodobał Kraków i chcieli zostać w nim dłużej niż planowali, zresztą było to z korzyścią dla Leny. Jason spytał:
- Czy wszystko w porządku i czy dobrze się już czujesz?- wydało jej się to wyjątkowo słodkie, bowiem do tej pory nie spotkała się wcześniej z takim zapytaniem od strony mężczyzny.
- Tak, tak, musiałam widocznie zaczerpnąć świeżego powietrza.- odparła.
Przyszła  kelnerka, złożyli zamówienie na pięć kaw, Lena poprosiła o jej ukochany sernik z gorącymi malinami. Warto tutaj wspomnieć, iż nie była ona na żadnej diecie, już dosyć długo na niej była jako nastolatka, ale o tym kiedy indziej...
Zaczęli delikatnie rozmawiać, o życiu, o tym, co sprawia każdemu z nich przyjemność i o tym co sądzą o istnieniu tej jedynej na całym świecie... Były to jedne z przyjemniejszych chwil jakie przeżyła będąc na studiach w tym mieście. Lena wiedziała, że trzeba powiedzieć im o swojej decyzji, zaczęła więc temat:
- Przemyślałam twoją propozycję.- zwróciła się do Gary'ego. Wyraźnie ucieszył się, że to właśnie ona zaczęła rozmowę.
- Wiem, że to szalony pomysł i nie mam pojęcia jak ja to wszystko pogodzę, ale postanowiłam dalej studiować i kontynuować solową karierę...- zatrzymała się i spojrzała na ich reakcje. Tylko raz do tej pory widziała takie rozczarowanie, gdy jej brat dostał na 5-te urodziny encyklopedię, chociaż chciał strój spider-mana. Ciągnęła więc dalej:
- Ale nigdy nie umiałam się zdecydować, gdy w sklepie podobały mi się dwie rzeczy. Zawsze kupowałam obydwie. To samo zrobię wiec i teraz- dostrzegła przebłysk uśmiechu na twarzy Howarda, co bardzo ją pokrzepiło. - Chcę być 1/5 Take That, bo  było to moim dziecięcym marzeniem ,a ja chcę je spełnić i ucieszyć tę małą dziewczynkę, która siedzi gdzieś w głębi mnie. Na razie chcę tylko spróbować. Niczego wielkiego nie obiecuję. Jedna płyta, jedna trasa koncertowa, a potem zobaczymy- w chwili kiedy to wypowiedziała, Howard mocno ją objął i powiedział, że jest to wyjątkowo dojrzała decyzja. Lena ucieszyła się, choć poczuła jak po jej policzkach płyną łzy, chyba szczęścia i ulgi, bo nie było jej przecież smutno. Była z siebie dumna ,choć wiedziała jak pełen pracy okres ją czeka. No ale cóż, żyje się przecież tylko raz.

Parę dni później chłopaki pożegnali ją na lotnisku, lecieli do Londynu. Gary powiedział do Leny:
- Obiecuję, że nie pożałujesz swojej decyzji, mam nadzieję, że na tej jednej płycie się nie skończy - uśmiechnął się do niej.
- Zobaczymy, może masz rację. Na razie proszę was o wynajęcie dla mnie jakiejś kawalerki na czas mojego pobytu w Anglii- zwróciła się do Marka, a on zapewnił ją, że to zrobi.
Pożegnali się, a Lena miała 2 tygodnie czasu na spakowanie i zaliczenie sesji. Potem rozpocznie się jej cudowna przygoda, której nigdy nie zapomni...
BY MAJKA
Niedawno premierę miał kolejny singiel Marka (pierwszy to "Stars") z jego solowej płyty "The Art Of Doing Nothing". W "S.A.D." gościnnie pojawia się piosenkarka Ren Harvieu.


Krążek miał premierę 10 czerwca 2013 roku.