Witajcie!
Z racji tego, że w poprzedniej księdze gości nie wszystkie wpisy się dodawały założyłam nową. Myślę, że teraz nie będzie problemu. Zachęcam do wpisywania się :D

http://www.ksiega-gosci.com/Tylko_Take_That_ksiega,1192.html


P.S. Było pytanie kiedy kolejny rozdział opowiadania. Otóż, jak się postaram to jeszcze w tym tygodniu. Jęsli macie jeszcze jakieś pytania to zapraszam: http://ask.fm/SweetLittleKath.

Howard Donald z radością ogłosił, że on będzie sędzią w nowej niemieckiej wersji "Got To Dance". Zasiądzie obok Paliny Rojinski i Nikeata Thompsona. Powiedział, że poziom jest bardzo wysoki.

Got To Dance, prowadzony przez Johanne Klum, będzie emitowany co tydzień w czwartki o 20:15 na ProSieben.

Czyli Howard jest u naszych sąsiadów! Ciekawe co będzie z obiecanym nowym albumem Take That jak wszyscy mają inne zajęcia. Pozostaje z niecierpliwością czekać i życzyć nowemu sędziemu ogromnego  zadowolenia z uczestników (i może zachwycenia się  polskimi przy okazji XD).

Dziś, 28 kwietnia, swoje 45 urodziny świętuje Howard Donald. Ojciec dwóch córeczek, członek Take That, piosenkarz, DJ, tancerz, tekściarz, perkusista, pianista, producent muzyczny. Życzmy mu wszystkiego, co najlepsze! Obecnie na stronce na FB dodaje różne ciekawostki na jego temat, więc zapraszam.

Zastanawiałam się nad filmikiem urodzinowym dla niego od polskich fanów. Chciałam zrobić coś, co robią inne fanki, innych zespołów i wykonawców, ale w tym przypadku raczej by to nie wypaliło. Jest nas zbyt mało! Lajków na FB jest tylko 23. Trudno. Pozostaje czekać aż ujawni się więcej fanów Take That. Może za rok... ;)



Piosenkarz, tekściarz i juror wykazuje się kolejnymi umiejętnościami pisząc musical do West End. Połączył swoje siły twórcze z kolegami z maestra oraz Eliottem Kennedy'm. Obecnie pracuje w studio LA nad potencjalnym materiałem i kilkoma innymi projektami.



Jak widać Gary wraca do formy. Zagrał mnóstwo wspaniałych koncertów w UK i wydał DVD, a wiadomość, że nowy album Take That ukaże jeszcze pod koniec tego roku jest aktualna.


I ciekawe kto tu będzie zgrywał ofiarę. Ja się tej Stefani naprawdę przestraszyłam. Co jak co, ale prostytutki i to takiej, nie widuje się na co dzień. Może przesadzam. Nie ocenia się ludzi po okładce. Poznam dziewczynę bliżej, jeszcze raz ładnie podziękuję i może się odczepi.
Zmierzałam oczywiście na umówione spotkanie. Znowu ta sama droga i ten sam plakat informujący o koncercie. Mimo, że nie wiedziałam jak to będzie, to i tak się uśmiechnęłam na jego widok. Mam nadzieję, że coś wykombinuję. W końcu od czego mam ten mózg? Trzeba być dobrej myśli... Tylko, że jak ja jestem dobrej myśli to wszystko jest nie tak.
Dostrzegłam Stefani. zastanawiałam się czy ja się spóźniłam, czy ona przyszła za wcześnie.
- Cześć! - Krzyknęła, gdy tylko mnie zauważyła. - Co ty taka... niezadowolona?
- Dzień Dobry. - Uśmiechnęłam się z przymusem. - Niezadowolona? Nieeee, dlaczego? Bardzo się cieszę, że kogoś w końcu poznałam. - W sumie fakt.
Badała mnie jeszcze przez chwilę wzrokiem uśmiechając się. Może nie widziała dziewczyny? Usiadłam naprzeciwko niej. Oczywiście z uśmiechem. Atmosfera była niezręczna.
- Fanka Take That? Kolejna? -Zapytała.
- Hmmm...? Skąd te podejrzenia? - Byłam bardzo zdziwiona.
- Oj nie udawaj. Przyszłam tu chwilę przed tobą, a po drodze widziałam jak się gapisz na plakat na tablicy i cieszysz ryja.
- No tak. - Powiedziałam.
- Wiedziałam! To w Polsce aż tak szaleją na ich punkcie? W sensie, że Take That. Wiesz... ja też za nimi przepadam. Ba! Ja się w nich zakochałam! - Mówiła z entuzjazmem.
- Serio? - A jednak miałyśmy coś wspólnego. - Nie wyglądasz na taką... miękką, która kocha pięciu chłopaczków z popularnego boysbandu. 
Obydwie wybuchłyśmy śmiechem. Bardzo przystojny kelner zwrócił na nas uwagę, podszedł. Wyglądał na zakłopotanego, ale się ogarnął. 
- Szarlotka na koszt firmy. - Zdjął z tacy dwa talerzyki z ciastem i uśmiechnął się. - Coś do picia?
Stefani była w niebo wzięta. Jeździła ręką po stoliku i patrzyła się temu facetowi głęboko w oczy. Było widać, że te sprawy ma opanowane do perfekcji.
- Dasz mi swój numer? - Zapytała.
- Tak. Dzwoń o każdej porze nocy i dnia. - Jak na zawołanie wyjął z kieszeni karteczkę.
Odchodząc ciągle się nam przypatrywał. Niespodziewanie wpadł na stolik, a szklanki z sokiem wylały się na klienta. My oczywiście się śmiałyśmy chociaż wyszła z tego niezła awantura. Po tym incydencie wiedziałam, że mam odczynienia z kokietką i w sumie... fajnym materiałem na przyjaciółkę.
- Słodki, prawda? - Spojrzała na mnie zadowolona.
- Tak, bardzo. A szczególnie z tym tortem na koszuli.
Stefani jeszcze raz spojrzała na nieznajomego. Rzeczywiście miał na koszuli tort na który się położył, gdy wpadł na stolik. Miałyśmy wielki ubaw.
- Dawno się tak nie uśmiałam. - Odparła. - Musimy się jeszcze spotkać.
- Tak... Ale ja jestem nu na wakacjach. Chciałabym trochę pozwiedzać i ...
- Nie ma sprawy! Świetnie znam okolicę, więc mogę cię po oprowadzać.
Zgodziłam się. Wyglądało na to, że znalazłam swoją bratnią duszę. Nie czekałyśmy długo i od razu wyruszyłyśmy. Oczywiście wcześniej pałaszując darmową szarlotkę i śmiejąc się przy tym z siebie. 
Na zwiedzaniu było super! Stef załatwiła nawet krótki rejs po Tamizie. Robiłyśmy sobie fotki w czerwonych butkach telefonicznych. Nie mogło także zabraknąć wycieczki piętrowym autobusem. Nigdy się tak świetnie nie bawiłam. Wszystko zakończyłyśmy w drogiej restauracji. Na szczęście moja nowa koleżanka miała znajomości  i wszystko było za darmochę. 
Gdy spojrzałam na zegarek myślałam, że dostanę załamania nerwowego. 22! Nie wierzę, że tak szybko minęło mi łażenie po parkach i nawet muzeach. 
- Kuźwa, muszę spadać! - Powiedziałam zdenerwowana i w pospiechu zaczęłam się zbierać.
- Poczekaj, gdzie ci się spieszy?
- Do domu.
- Aha... To cię oprowadzę. - Mówiła z niezadowoleniem.
- Spoko, przecież jeszcze się zobaczymy. 
- Hej, ale idiotko! - Zatrzymała mnie. - Nie możesz wracać sama, bo znowu wjebiesz się pod samochód. - Śmiała się.
- Spokojnie, mam niedaleko. Do zobaczenia... jutro o tej samej porze.
- OK, nie ma sprawy.
Jakoś dotarłam szczęśliwie do domu. Ku mojemu zdziwieniu czekał na mnie wujek. Już myślałam, że dostanę za to, iż się spóźniłam. Przecież on się o mnie martwił i bla, bla, bla. Kiedy nagle wyciągną zza siebie kawałek papieru. Nie zgadniecie co to.
- Otóż, wiem, że ci zależy. I nie martw się o te późne powroty. Jesteś u mnie, a nie u rodziców. - Powiedział.
To były bilety na najbliższy koncert Take That. Ten, którego plakat widziałam. 
Rzuciłam się na szyję wujkowi. On nie miał pojęcia jaka wielką radość mi sprawił. 
- Jeśli już jesteś tutaj to musisz coś z tego mieć. Nie musisz dziękować. - Ciągnął dalej.
Nie wytrzymałam. Musiałam się tym pochwalić Stef!
Ze specjalną dedykacją dla Pauliny W.

To był dopiero początek, a ja już chciałam zostać w Londynie. Bardzo mi się tu podoba. Ludzie są tacy mili i towarzyscy, miło się uśmiechają. Czuję się doceniona. 
Musiałam przyspieszyć kroku, bo umówiłam się z wujkiem w kawiarni. Szczerze mówiąc nie wiedziałam gdzie się ona dokładnie znajduje. Szłam i rozglądałam się dookoła, gdy nagle mój wzrok zatrzymał się na czymś co wywołało szeroki uśmiech na mojej bladej twarzy. Ogromny, wyraźny i po prostu piękny plakat informujący o koncercie Take That! To na pewno nie było przewidzenie. Serce zabiło mi mocniej i poczułam motylki w brzuchu. To było to, na co czekałam. Zdjęcie całej piątki z informacjami po bokach. W głowie zaczęło mi się tłumić tysiące myśli. A skąd pieniądze? Gdzie to jest? W co się ubrać? Będę miała autografy? Spotkam ich... na żywo? W tamtej chwili wiedziałam tylko jedno - nie mogę tego przegapić. Teraz albo nigdy. 
Stałam i wpatrywałam się w plakat. Nie mogłam nacieszyć oczu, ale trzeba było iść, bo (na szczęście) tłum rozwrzeszczanych fanek (chyba psychicznych) wyrwał mnie z zamyślenia. Szybkie spojrzenie na zegarek. Późno. Potem na plakat i na zegarek, plakat...
- Ech, muszę spadać! - Pomyślałam niezadowolona i ruszyłam. - Cały dzień raczej będę miała udany dzięki temu. 
Zrobiłam zaledwie dwa kroki i zza rogiem dostrzegłam wujka, lekko zniecierpliwionego. Upewniwszy się, że nic mnie nie potrąci przebiegłam przez jezdnię.
- O! Nareszcie jesteś. Co robiłaś? - Spokojnie zapytał wujek.
- Nie uwierzysz! A może jednak... Nie wiem, nie ważne! Znaczy ważne. - Zaczęły mi się plątać słowa. 
- Nooo...?
- Musze pójść na koncert Take That! - Powiedziałam. A raczej krzyknęłam z podnieceniem. 
Wujek patrząc zaczął się uśmiechać.
- Więc dlatego jesteś taka wesoła. Jak zamierzasz się tam wybrać? Masz pieniądze?
I wtedy mina mi trochę zrzedła.
- Nooo... Z tym to byłby problem.
W tym momencie zadzwonił telefon wujka. 
- Halo?.. Tak... A to pilne?... Nie możemy potem?... OK. To kiedy?... Aha, aha... To będę za 15 minut. - Zakończył rozmowę i zwrócił się do mnie. - Słuchaj, Kasiu. Muszę iść. Naprawdę bardzo przepraszam. Obiecuję Ci, że następnym razem spędzimy milej czas. - I odszedł.
Było mi trochę żal, że jedyna osoba z mojej rodziny, którą naprawdę kocham tak szybko uciekła. Skierowałam wzrok przed siebie. Jakaś grupka chłopaków patrzyła na mnie i coś mówiła. Dziwni jacyś. 
Podniosłam tyłek. Robił się zmrok. Błyskawicznie minął ten dzień, więc postanowiłam go jeszcze wykorzystać i pójść na spacer. Na ulicach było mniej samochodów, a w sklepach pusto. Zupełnie jak nie to miasto. Po drodze mijałam prostytutki, handlarzy narkotyków... 
Chyba skręciłam nie tu gdzie trzeba. - Pomyślałam. 
Wybiła 20. To chyba była najwyższa pora, żeby wracać do domu. Musiałam przejść na drugą stronę, a pasy były nie daleko. Poczułam się niewswojo w tym miejscu, więc przyspieszyłam. Żeby zająć myśli planowałam co zrobić aby dostać się na koncert Take That. Nie chciałam żałować. Marzenie trzeba spełniać. 
Nie rozglądając się na boki stanęłam na pasy. Nagle światło jakiejś ogromniej ciężarówki zaślepiło mi oczy. Całe moje życie stanęło mi przed oczyma. Kiedy myślałam, że to koniec jakaś tajemnicza siła chwyciła mnie za ramię. Upadłam z hukiem na chodnik. Ze strachu waliło mi serce i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, co się stało. Mogłam zginąć!
- Kurwa! Uważaj na drugi raz jak łazisz! Już więcej nie będę ryzykować, żeby uratować jakąś fajtłapę! - Ktoś zaczął krzyczeć. - Ych, wstawaj. - Tajemnicza osoba pomogła mi się podnieść. - Czy ty jesteś ślepa?
Złapałam się za głowę i spojrzałam na... nieznajomą. 
- Dziękuję. - Odparłam. 
- Dziękuję? Dziękujesz?
- Taaak. Uratowałaś mi życie. 
- Lepiej zapłać. - Powiedziała szorstko. 
Zaczęłam mi się przyglądać.
- Ładna jesteś. - Uśmiechnęła się.
- Lesbijka? - Pomyślałam ze zdziwieniem. 
- Stefani jestem. A ty? - Przedstawiła się. 
- Kasia.
- Miło mi. - Podała rękę. 
Zupełnie nie wiedziałam co tak zmieniło jej ton. 
Była to bardzo skąpo ubrana, mocno umalowana, szczupła dziewczyna z jasnymi włosami. Bez wątpienie dziwka. 
- Kasia. To nie angielskie imię. Skąd jesteś? - Pytała.
- Poland. 
- Aaaa, Polska. Nic dziwnego, że ładna. Wszyscy mówię, że te z Polski są ładne. Zazdroszczę ci. Lepiej nie wchodź mi w drogę, bo wypruję ci flaki. - Pouczała. - Siadaj. - Wskazała na ławkę. 
- Ale ja muszę iść...
- Nie pierdol. Siadaj! 
Grzeczną dziewczynką to ona nie była. W pewnych momentach się jej bałam. 
Wyciągnęła ze skórzanej kurtki papierosy i skierowała w moją stronę.
- Nie, dziękuje, nie palę. - Odmówiłam stanowczo. 
- Nie palisz. - Przytaknęła głową. - A co robisz? - Znów wkuła we mnie wzrok. 
- Idę do domu. Dziękuję ci, że mi pomogłaś. Jeśli tak bardzo zależy ci na zapłacie to zapraszam cię jutro na spotkanie w tej kawiarni nie daleko stąd. - Zaproponowałam spotkanie niewiedząc na co się piszę. 
- A wiesz... bardzo chętnie. 
- To super. - Starałam się uśmiechnąć. Wcale nie miałam ochoty na to spotkanie, ale...
Nowo poznana dziewczyna w pewnym momencie wstała i podeszła do jakiegoś faceta. Zaczęła go uwodzić wzrokiem. Złapało go za rękę i pociągnęła przed siebie. Przechodząc koło mnie powiedziała:
- Jutro, 12, kawiarnia, liczę na ciebie... Kasia. - "Przesłała" mi całusa i się uśmiechnęła. 
Niedowierzając co się stało wstałam i obrała kierunek: dom.

~

To tyle.Chyba za bardzo spieszę, nie? Postaram się poprawić.  Jeszcze słów kilka o dedykacji.
Paulino, Stefani to ty i chuj. Dziękuję za uwagę.
Mam już zaplanowane kolejne 4 rozdziały, więc następny niedługo. I jak?
Nazwa: Shine
Data wydania: 26 luty 2007r.
Album: Beautiful World 

Utwory:
1. Shine
3. We Love To Entertain You (Main Mix)
4. Shine (Radio Mix)
5. Patience (Stripped Down)
Gdy pierwszy raz usłyszałam "Shine" to jakoś mnie ta piosenka do siebie nie przekonała, ale po miesiącu była już moim dzwonkiem na telefon. Jednak ma w sobie to coś i zyskuje kiedy się ją kilka razy odsłucha. Podoba mi się w niej m.in. to, że na głównym wokalu jest Mark, który stał się moim ulubionym od pierwszego zobaczenia Take That. Zdecydowanie pokazał jak dobrze potrafi wykorzystać swój głos. Świetne jest połączenie gitary elektrycznej na początku, fortepianu i perkusji. Teledysk wydaje mi się trochę dziwny. Raczej się przy nim dużo nie napracowali, ale ważne, że jest. Poza tym miło popatrzeć na Marka, Gary'ego, Jasona i Howarda razem, kiedy wyglądali wspaniale! Rozpisywanie się na temat tekstu nie ma bardzo sensu, bo wiadomo o czym jest (ach, ta miłość).
Z innej beczki. Pod ostatnim postem pojawiło się pytanie, dlaczego nie piszę już tutaj o sobie. Otóż zmądrzałam i w końcu zrozumiałam, że to jest blog o Take That (Tylko Take That) - tylko to tylko. Wcześniej też ktoś napisał, że fajnie było kiedy o sobie pisałam, więc nie wiem... aż tak Wam na tym zależy? Jak tak to nie ma problemu :)
U Marka zaczyna się coś dziać. W internecie pojawiła się pierwsza tracklista nowego albumu Marka oraz zdjęcia związane z nowym video piosenkarza, które jest realizowane w Berlinie.